Sobota, 21 lipca 2018. Imieniny Danieli, Wawrzyńca, Wiktora

Podziel się:

Podziel się:

Subiektywnie o Majówce w Górowie

Kto chciał, ten mógł znaleźć coś dla siebie, kto nie chciał, nie skorzystał. Miał do tego prawo, ale niechałabym po raz kolejny usłyszeć, że tu się nic nie dzieje, że miasteczko śpi. Małe miasteczko na końcu świata, które jest naszym początkiem, tętni życiem.

Kto chciał, ten mógł znaleźć coś dla siebie, kto nie chciał, nie skorzystał. Miał do tego prawo, ale niechałabym po raz kolejny usłyszeć, że tu się nic nie dzieje, że miasteczko śpi. Małe miasteczko na końcu świata, które jest naszym początkiem, tętni życiem.

A zaczęło się od banalnego telefonu, czy nie mogłabym, czy nie zechciałabym stanąć z aparatem w Muzeum Gazownictwa. I przypomniała mi się wtedy tamta myśl, kiedy rok po przeprowadzce na wieś, kiedy okrzepliśmy już troszkę po remoncie i zaczęliśmy poznawać nasze miasteczko. I wtedy, podczas naszej pierwszej wizyty w Muzeum Gazownictwa pomyślałam: ach, jaka piękna byłaby tu sesja zdjęciowa. I stało się. Wczoraj zrobiłam ponad 600 zdjęć.

Celem organizatorów było przekazanie informacji o eksponatach w sposób przystępny i atrakcyjny dla młodego odbiorcy. Uczyć, bawiąc - jak powiedział Ignacy Krasicki. Myślę, że w pełni się to udało, chwała organizatorom za to.

Każde muzeum miało przygotowane stroje z epoki. W muzeum Gazownictwa były to suknie, kapelusze, parasolki, które przeniosły odwiedzających do XIX wieku. Pod muzeum miejskim, prowadzonym przez stowarzyszenie Dreyse, można było na moment stać się żołnierzem. W Centrum Barka można było cofnąć się już do naprawdę bardzo odległych czasów, wczesnego średniowiecza, kiedy ziemie te zamieszkiwało pruskie plemię Natangów.

Można było też odwiedzić izbę pamięci w szkole ukraińskiej i ubrać strój ludowy. Niestety nie udało mi się jej odwiedzić i przebrać za Ukrainkę, stąd mój jedyny niedosyt. Jednak myślę, że co się odwlecze, to nie uciecze :-)

Nie ukrywam, że jadąc przed dziewiątą do muzeum, pomyślałam nawet przez chwilę, że nikt nie przyjdzie, więc wykorzystam moment i przeprowadzę wywiad z naszym burmistrzem, który w tym dniu objął rolę kustosza.

Nie było czasu. Grupy przedszkolne, ze szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum, następowały jedna po drugiej. Jedne panie się krygowały, inne chętnie brały udział w zabawie, przebierając się w stroje z epoki. Młodsze dziewczynki i te nieco starsze chętnie pozowały w wytwornych kapeluszach. Nie znalazłam czasu na wywiad z burmistrzem.

Trzy rzeczy zapadły w mojej pamięci.
Burmistrz naszego miasteczka, który ciekawie opowiadał historię gazownictwa, dostosowując poziom wypowiedzi do wieku grupy.
Nauczycielka, która porwała za sobą swoich, prawie już dorosłych uczniów. Wraz z nimi przestawiała te wszystkie urządzenia, ciągnęła za łańcuchy, zaglądała wszędzie tam, gdzie można było zajrzeć. Emanowała z niej wspaniała cecha: ciekawość dziecka.
Panie z ratusza, które bardzo chętnie pomagały przebierać się w piękne suknie.

Do domu wróciłam po siedemnastej. Właściwie to już nigdzie nie chciało mi się iść. Cały dzień na nogach, z aparatem, w tłumie ludzi, od których już się trochę odzwyczaiłam, bardzo mnie zmęczył.

Jednak doszliśmy z Wojtkiem do wniosku, że musimy zobaczyć zakończenie tego fantastycznego dnia. Pojechaliśmy pod wiatę Liceum Ukraińskiego. Musicie wiedzieć, ze w naszym miasteczku są dwa Licea. Jedno z językiem wykładowym polskim i drugie z językiem ukraińskim. I właśnie młodzież obu występowała przy niewielkiej publiczności. Nie wiem kto to wyreżyserował, było to jedno z piękniejszych przedstawień, jakie w życiu widziałam.

Patrzyłam na młodzież i na puste ławki, zastanawiając się, dlaczego tak mało jest ludzi oklaskujących ten piękny spektakl. Może patrzę na to miastowymi oczami? W dużym mieście, jeżeli na spektakl przyjdzie mało ludzi, to i tak jest dużo. Może jestem niesprawiedliwa, patrząc na to przez pryzmat dużego miasta.

Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad tym, dlaczego życie tętni na FB, a nie w realu? Przecież tu wszystko zagrało. Godzina mocno popołudniowa, pogoda dopisała, bo nie padało, wstęp wolny.

Miłym akcentem był dla nas przyjazd na Majówkę rodowitego Górowianina z Torunia. Przeczytał informację na Górowskich Opowieściach, które prowadzi Wojtek, i przyjechał na trzy dni.

Tak, jestem szczęściarą, że mogłam uczestniczyć w tak pięknych wydarzeniach, w miejscu gdzie przenikają się dwie różne kultury.

To był dla nas bardzo miły dzień, za co organizatorom bardzo dziękujemy.
Artykuł został umieszczony przez naszego użytkownika na jego profilu: fraglesi oraz opublikowany na portalu Górowo Iławeckie: Subiektywnie o Majówce z Historią w Górowie Iławeckim
Oceń artykuł:

(0)