Niedziela, 23 września 2018. Imieniny Bogusława, Liwiusza, Tekli

Podziel się:

Podziel się:

To jest mój dom, ten dom zbudował mój tata

Kiedy o poranku wychodziłam z domu, mżył ciepły, lipcowy kapuśniaczek. Powoli przeszłam po bruku, który pamięta przedwojenne czasy. Przystanęłam na chwilę przy aucie, po ostatnich upalnych dniach, deszcz sprawiał poczucie przyjemnego chłodu. Jadę, pomyślałam, to ważny dla mnie dzień, czekałam na niego prawie dwa lata.

Wszystko zaczęło się tuż po naszej przeprowadzce. Starsza pani, od której kupiliśmy nasz dom, podczas rozmów przy kuchennym stole, powiedziała, że mieszkają tu jeszcze kobiety-Niemki, które kiedyś były zaprzęgane do pługa. Doskonale pamiętam, jak tamta wiadomość mną wstrząsnęła.

Po raz kolejny usłyszałam tę informację od Pani Krystyny, która znała historię pani Eleonory.
- Ludzie jej nie wierzyli, że tak mogło być, a ja jej wierzę - powiedziała mi podczas ostatniego spotkania.

Do Bukowca jechaliśmy nierówną asfaltową drogą, której pobocza obsiadły stare drzewa. Pani Krystyna, która jest inicjatorką spotkania z panią Eleonorą, siedzi obok mnie i bacznie się rozgląda.
- Ale tu się zmieniło - powtarza co chwila.

W końcu docieramy na miejsce. Przedwojenny, pamiętający lepsze czasy dom w środku wsi. Wchodzimy do środka. Pani Eleonora leży w łóżku. Rozglądam się po niewielkim pokoju. Uwagę przykuwa stary piec z pięknymi kaflami i zdjęcie młodych ludzi ustawione na niewielkim kredensie.

- Pani Eleonoro, ile ma pani lat? - pytam spokojnym głosem.
Kobieta leżąca w łóżku zamyśla się. Przyglądam się jej twarzy, na której widać wielkie skupienie, kiedy próbuje odpowiedzieć. Niestety chwilo pamięć zawodzi.

Po chwili przychodzi mieszkająca nieopodal opiekunka, młoda, szczupła kobieta o łagodnych rysach twarzy, a zaraz potem pani z Caritasu. Wyłączam dyktafon, chwilę rozmawiamy. Pani Eleonora ma ponad 90 lat i tyle chorób, że właściwie nie powinna już żyć. Trzy lata temu amputowano jej nogę.
- Tylko ten dom ją trzyma - dopowiada pani Krystyna.

Kontakt z panią Eleonorą jest utrudniony, co jakiś czas zamyka się w sobie, widać, że błądzi daleko myślami, odpowiada po chwili albo wcale.
- To jest mój dom, ten dom zbudował mój tata – mówi.
- Kiedy trafiła do szpitala, musiałam ją zapewnić, że na pewno tu wróci – odzywa się opiekunka.

Nie naciskam z pytaniami. Już wiem, że nie spiszę dokładnie jej historii. Pani Eleonora dzieli się fragmentami wspomnień, okruchami pamięci. Każde wspomnienie przywołuje łzy. Zastanawiam, czy warto rozdrapywać rany, cofać się w bolesne dla niej czasy. To co opowiada, składa się na bardzo ponury obraz tamtych lat.

W czasie wojny została sama w domu. Ojciec poszedł walczyć na front, potem trafił do obozu. Do obozu zabrano też jej matkę. Kilkunastoletnia Pani Eleonora musiała radzić sobie sama.
- Bieda i straszny głód, jadłam wtedy lebiodę – opowiada.
Po zwolnieniu z obozu rodzice trafili bezpośrednio do Niemiec. Nie wrócili do Bukowca.
- Wyzywali mnie od Niemek, ale jakie to przezwisko, przecież ja jestem Niemką – mówi staruszka.

Pada pytanie o zaprzęganie do pługa. Tak, miało to miejsce. Robili to osiedleńcy z centralnej Polski. Siłą. To oraz inne niegodziwości, o których Pani Eleonora nie chce mówić.
- Niech pani nie pisze, kim byli ludzie, którzy zaprzęgali ją do pługa – mówi Pani Krystyna – ich wnuki jeszcze żyją.

Patrząc na skurczoną kobietę, zastanawiam się, jak mogli prześladować ją Polacy, którzy sami tyle złego doświadczyli podczas wojny. Bo była Niemką? A kimże miała być, skoro mieszkała w Prusach Wschodnich, w Buchholz, obecnie Bukowcu, kilkunastoletnia samotna dziewczyna.

Nie ukrywam, że pod powiekami czuję łzy, kiedy spoglądam na starowinkę, która tyle przeszła w młodości. Prześladowania, głód, wrogość, samotność. Widać to z jej twarzy. Pokrywające ją zmarszczki są jak słoje drzewa. Złe lata wyryły piętno. Mimo to nie wyjechała za rodzicami do Niemiec, została tu, w domu, który zbudował jej Tata, i w którym się urodziła.

Pani Eleonora odżyła, kiedy w Bukowcu pojawili się uchodźcy z Wilna. Traktowali ją dobrze, zupełnie inaczej niż tamci, od pługa. Pokochała Henryka i wyszła za niego za mąż. Niestety nie mieli dzieci, była trzy razy w ciąży, ale nie udało się.
- To pani? - pokazuje na stojącą na kredensie czarno-białą fotografię w złotej ramce.
- Tak, to ja z mężem – odpowiada.
Ze zdjęcia patrzy na mnie młoda, piękna dziewczyna i mężczyzna o urodzie aktora filmowego.
- Przystojny był pan Henryk – mówi pani Krystyna.
- No brzydkiego bym sobie nie wzięła - żartuje Pani Eleonora.

Po 27 latach pojechała z mężem do Niemiec, aby spotkać się z rodziną.
- Od razu wiedziałam, że to mój tata, poznałam go po odmarzniętym uchu.
Nie chciała zostać w Niemczech, wróciła do Polski, bo tu jest jej dom, który, jak to powtarza kolejny raz, zbudował jej tata.

- A pani skąd jest? - pyta mnie.
- Kupiliśmy dom od Pani Ireny Zawadzkiej – odpowiadam.
- Od Karola?
- Tak, od Karola - potwierdzam.
- Tam przed wojną mieszkał brat mojego taty.

Niesamowity zbieg okoliczności. Niestety nie udało mi się niczego więcej dowiedzieć. Pani Eleonora jest już bardzo mocno zmęczona naszą rozmową.
- To jest mój dom, ten dom zbudował mój tata – mówi na koniec.

Żegnam się z Panią Eleonorą, obiecując, że jeszcze ją odwiedzę.
Po chwili karcę się w myślach, za obiecywanie. Czy znajdę czas, żeby ponownie odwiedzić staruszkę i jej przemiłą opiekunkę, lub - jak mówi pani Eleonora - jej przyjaciółkę.

- Nie udało się - mówi pani Krystyna, kiedy wracaliśmy do naszego miasteczka.
- Udało się, zrobiłyśmy dobry uczynek, odwiedzając samotną starą kobietę, która niczego więcej nie potrzebuje a jedynie rozmowy.
Artykuł został umieszczony przez naszego użytkownika na jego profilu: fraglesi oraz opublikowany na portalu Górowo Iławeckie: To jest mój dom, ten dom zbudował mój tata
Oceń artykuł:

(0)